W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Zobacz politykę Cookies
X

Historia technologii medycznych

Zapraszamy do zapoznania się z artykułami naukowymi dotyczącymi historii technologii medycznych 

 

 

Początki historii badań nad neurofizjologią mózgu

 

O tym, że mózg musi pełnić istotną rolę w układzie funkcji życiowych wskazywano już w odległej starożytności, jakkolwiek zarówno jego anatomia, jak i fizjologia pozostawały długo przedmiotem spekulacji. Hipokrates w swoich rozważaniach o hierarchicznej strukturze organizmu wskazywał na trzy narządy: wątrobę, serce i mózg, jako tejże struktury filary. Podkreślał przy tym, że mózg stanowi centrum emocji i świadomości człowieka.

Arystoteles był jednak odmiennego zdania, twierdząc, że funkcją mózgu jest wychładzanie ogrzanej w sercu krwi, które mianował „siedliskiem” spostrzeżeń i doznań. Tym samym rozpoczynała się, mająca trwać przez stulecia dyskusja pomiędzy zwolennikami jednej z tych dróg rozwiązania zagadki życia. Jej pierwszą odsłoną były badania nad anatomią i fizjologią mózgu oraz układu nerwowego prowadzone w IV i III w. przed Chr.  przez uczonych współtworzących tzw. szkołę aleksandryjską, w tym przede wszystkim Herofilosa i Erasistratosa.

Czym w jest mózg? Jaką rolę pełni względem rdzenia przedłużonego i biegnących przez ciało nerwów? Co łączy ten cały układ w całość? To pytania, które stawiały sobie kolejne pokolenia przyrodników i filozofów. W renesansowych Włoszech Andrzej Wesaliusz i Leonardo da Vinci pozostawili precyzyjne rysunki kory mózgowej wraz z towarzyszącym im opisem, a Realdo Colombo badając komory mózgu dostrzegł stosunkowo niewielką strukturę w płacie skroniowym kory kresomózgowia, której kształt przyrównał do konika morskiego – hippocampus.

W XVII stuleciu Anglik Thomas Willis dał opis budowy mózgu i rdzenia kręgowego oraz związanych z nim przednich i tylnych gałęzi nerwowych, a Włoch Marcello Malpighi, jeden z prekursorów anatomii mikroskopowej, zaprezentował dokładne opisy rozmieszczenia szarej materii oraz włókien nerwowych w rdzeniu. Z kolei Kartezjusz, rozważając o naturze zwierząt i ludzi stworzył podstawy dla z współczesnego pojęcia czynności odruchowych, w mózgu zaś widział precyzyjny mechanizm sterujący, który zachowuje łączność z zagnieżdżoną w szyszynce duszą.

U schyłku kolejnego stulecia Włoch Luigi Galvani odkrył zjawiska elektryczne zachodzące w tkankach zwierzęcych, natomiast Austriak Anton Mesmer zapewniał, że „zwierzęcy magnetyzm” jest w stanie przeniknąć całą duchową i cielesną przestrzeń człowieka.    Nie mniejszą sławą cieszył się Franz Gall, badając strukturę mózgu wskazywał, że poszczególne czynności psychiczne oraz funkcje życiowe są ściśle związane i zdeterminowane przez ukształtowanie jego powierzchni, co stało się podstawą głośnej nie tylko w świecie nauki frenologii. Nie ulega dziś wątpliwości, że był to początek teorii lokalizacyjnej czynności mózgu.

Tak oto gromadzona stopniowo wiedza stała się punktem wyjścia dla programów doświadczalnych, które prowadzono z narastającą intensywnością na gruncie rozwijającej się od początków XIX wieku fizjologii eksperymentalnej. Jednym z jej prekursorów był francuski lekarz César Julien Le Gallois [Lagallois] (1770-1814).

Le Gallois dostarczył pierwszych dowodów na metameryczną organizację rdzenia kręgowego, którego każdy segment stanowił centrum neuronalne dla określonego regionu funkcjonalnego. Jednocześnie spekulował o konieczności istnienia osobnej ‘siły nerwowej’, sterującej istotnymi funkcjami życiowymi, której źródła upatrywał zarówno w samym mózgu, jak i w szpiku kostnym.

Zdeklarowanym „lokalicjonistą” był również inny Francuz Marie Jean Pierre Flourens (1794-1867). W serii doświadczeń z prowokowanymi zmianami w określonych ośrodkach mózgu i rdzenia obserwował na motorykę, orientację w przestrzeni, wrażliwość na bodźce czy zmiany w zachowaniu zwierząt. Jak dowodził usunięcie lub głębokie uszkodzenie obu półkul mózgu prowadziło do ustania funkcji motorycznych, jak i likwidowało całą sferę poznania zmysłowego. Jeśli pozbawiano zwierzę móżdżku wówczas prowokowano zaburzenie równowagi i koordynacji ruchowej. Przecięcie rdzenia przedłużonego znosiło funkcje motoryczne. Destrukcja pnia mózgu skutkowała śmiercią.

Odkrycia francuskiego chirurga i antropologa Pierre Paula Broca (1824-1880) oraz niemieckiego psychiatry i neurologa Carla Wernickego (1848-1905) dostarczały kolejnych dowodów na istnienie specyficznej lokalizacji czynności mózgu. Natomiast dwóch niemieckich lekarzy Gustav Theodor Fritsch (1837-1927) i Julius Eduard Hitzig (1839-1907), podjęło się serii eksperymentów na psach, których celem było określenie związku jaki może zachodzić pomiędzy zewnętrzną stymulacją elektryczną a funkcjami fizjologicznymi mózgu. Hitzig, wówczas neurolog i psychiatra szpitala garnizonowego, zainteresował się możliwościami elektrostymulacji w terapii klinicznej. Dla jej potrzeb zaprojektował aparat, który następnie wykorzystał w leczeniu swoich pacjentów. Sprawdzając poziom i charakter reakcji chorych na bodźce generowane przez aparat zauważył, że jeśli pobudzona zostanie część potyliczna głowy wówczas nieodmiennie zostaje sprowokowany ruch gałek ocznych. Zaintrygowany tym zjawiskiem zdecydował się na doświadczenia na zwierzętach, wybierając do tego celu króliki. Niestety nie odniósł sukcesu. Hitzig postanowił zatem zwrócić się o radę i pomoc do Fritscha, anatoma i fizjologa.

Połączywszy siły obaj lekarze zdecydowali się zastosować prąd o niskim napięciu, jak to określono, taki, który jest ledwo wyczuwalny na końcu języka. Jednocześnie postanowili prowadzić swoje eksperymenty na psach. Badacze już po pierwszych próbach mogli stwierdzić, że stymulacja określonych miejsc w korze mózgowej daje w efekcie wyraźną reakcję mięśniową. Teraz celowo mogli prowokować prostowanie i zginanie się psich łap, wyraźny ruch mięśni pyska i karku. Pozwoliło im to na wyciągnięcie ogólnego wniosku, że część kory zachowuje stały związek z czynnościami ruchu, podczas gdy reszta takiego związku nie wykazuje. Jednocześnie uczeni dostrzegali, że strefy motoryczne zazwyczaj lokalizują się w przedniej części kory. Tym samym dowiedziono istnienia tzw. kory ruchowej.

Tymczasem w Wielkiej Brytanii David Ferrier (1843-1928), znając wyniki uzyskane przez Fritscha i Hitziga prowadził od początku lat 1870. eksperymenty w modelu zwierzęcym, wykorzystując psy, króliki i świnki morskie. Dało to angielskiemu lekarzowi w stosunkowo krótkim czasie znaczący materiał porównawczy. Osiągnięte rezultaty uznano na tyle interesującymi, że Royal Society przyznało Frrierowi środki na rozszerzenie programu badawczego o makaki. Niebawem uczony udowodnił w spektakularny sposób, że stymulacja prądem o niskim napięciu u różnych gatunków zwierząt pozwala wyznaczyć z dużą precyzją szczegółową mapę funkcji motorycznych. Gdy ustalone wcześniej obszary były chirurgicznie usuwane lub uszkodzone nieodmiennie następowała utrata funkcji, które uprzednio były prowokowane przez stymulację. Ferrier zdołał również wykazać, że intensywna stymulacja obszarów kory ruchowej skutkowała charakterystyczną sekwencją ruchów szyi, pysków oraz kończyn, przypominających do złudzenia przebieg napadów padaczkowych. Te oraz inne dowody na rzecz modelu lokalizacyjnego funkcji neurofizjologicznych mózgu brytyjski naukowiec przedstawił w książce The Functions of the Brain (1876).

Badania Fritscha, Hitziga i Ferriera prowadziły w prostej konsekwencji do ukształtowania się nowych kierunków badawczych nad mózgiem, wśród których szczególnie dwa miały odegrać w kolejnych dziesięcioleciach decydującą rolę. Pierwszy koncertował się wokół problemu zjawisk elektrofizjologicznych, drugi wiązał się z cytoarchitektoniką kory mózgowej. Z nich z kolei czerpał trzeci nurt dążący do wyjaśnienia istotnego charakteru komórek nerwowych – neuronów.

Trudno dzisiaj jednoznacznie rozstrzygnąć, kto po raz pierwszy zwrócił uwagę na zjawisko spontanicznej aktywności elektrycznej mózgu. Można wskazać na ucznia Ferriera, Richarda Catona (1842-1926), który już w 1875 roku wystąpił na posiedzeniu Brytyjskiego Towarzystwa Lekarskiego w Edynburgu, dowodząc, że we wszystkich przeprowadzonych przez siebie obserwacjach zarejestrował wyraźne wychylenia galwanometru. Zewnętrzna powierzchnia szarej substancji była obdarzona zazwyczaj potencjałem dodatnim. Natomiast potencjał ujemny pojawiał się wówczas, gdy głębszy obszar substancji szarej stawał się aktywny. Zdaniem Catona powyższe obserwacje mogły dowodzić związku jaki zachodzi pomiędzy zjawiskami elektrycznymi a funkcjami mózgu.

W ciągu kolejnych lat brytyjski badacz kontynuował swoje badania na różnych gatunkach zwierząt w tym małpach, kotach i królikach, chociaż ze zmiennym szczęściem, jakkolwiek stopniowo znajdując coraz więcej dowodów na poparcie swojej hipotezy. W 1887 roku podczas obrad kongresu w Waszyngtonie zaprezentował przekonywujące dowody oddziaływania bodźców świetlnych na zmiany rejestrowanych potencjałów w mózgu.

W środowisku fizjologów badania Catona nie zostały jednak dostrzeżone.

W każdym razie nic nie wskazuje by Adolf Beck (1863-1942) był świadom prac brytyjskiego kolegi. Ten utalentowany eksperymentator, uczeń i asystent Napoleona Nikodema Cybulskiego, później profesor uniwersytetu we Lwowie, w swoim doniesieniu z października 1890 roku opisał spontaniczne oraz indukowane zjawiska elektryczne zachodzące w mózgach zwierząt. Ustalił wówczas, że tylne obszary korowe reagują na wizualną stymulację światłem, poprawnie zlokalizował obszary kory czułe na dźwięk a także te, które wykazywały aktywność, jeśli drażnione impulsami elektrycznymi były różne fragmenty powierzchni skóry. Beck pisał o zaobserwowanej przez siebie zmianie potencjałów występującej w następstwie stymulacji sensorycznej. Jak dowodził po potencjale wywołanym dochodziło do zahamowania przekształceń w zakresie fal elektrycznych, które wcześniej sprowokowano przez elektryczną stymulację nerwu kulszowego lub przez stymulację obwodową bodźcami świetlnymi i dźwiękowymi. Jednocześnie Beck twierdził, że poszczególne obszary sensoryczne kory nie mają wyraźnie wytyczonych granic i często wzajemnie się nakładają. Niewątpliwie Beck był pierwszym, który opisał zjawisko desynchronizacji w zapisie EEG.

Tekst Becka sprowokował wiedeńskiego badacza Ernsta Fleischla von Marxowa (1846-1891), który już w 1882 roku zaobserwował, że bodźce pobudzające narządy zmysłów prowadzą w konsekwencji do zmian rozkładu potencjałów. Z niezrozumiałych powodów zwlekał z publikacją wyników, których zapis przechowywał w szafie pancernej! Zareagował dopiero na tekst polskiego fizjologa. Tym samym rozpoczął się spór o pierwszeństwo, który ostatecznie przeciął Caton, powołując się na swoje teksty z lat 1870.

Z dzisiejszej perspektywy prace Catona, Becka i Marxowa miały fundamentalne znaczenie dla dalszych badań nad neurofizjologią mózgu.

 

Ryszard W. Gryglewski

Katedra Historii Medycyny UJ CM

 

Piśmiennictwo:

Bartolucci C., Lombardo G.P. (2012) Gall, Franz Josef [w:] R.W. Rieber (red.) Encyclopedia of the History of Psychological Theories. Springer, New York, NY. https://doi.org/10.1007/978-1-4419-0463-8_158.

Coenen A., Zajączkowska O., Bilski R. (1999) Śladami Adolfa Becka: desynchronizacja zapisu elektroencefalograficznego, „Kosmos” 48 (1): 137-143.

Gross Ch. G. (2007) The Discovery of Motor Cortex and its Background, „Journal of the History of the Neurosciences” 16 (3): 320-331. Doi: 10.1080/09647040600630160

Sandrone, S., Zanin E. (2014) David Ferrier (1843-1928), „Journal of Neurology” 261: 1247-1248 https://doi.org/10.1007/s00415-013-7023-y

Yildirim, F. B., & Sarikcioglu, L. (2007). Marie Jean Pierre Flourens (1794 1867): an extraordinary scientist of his time, „Journal of Neurology, Neurosurgery and psychiatry” 78 (8): 852. https://doi.org/10.1136/jnnp.2007.118380.

 

Historia upustów krwi w medycynie

 

Upusty krwi mają w historii człowieka starożytną metrykę i u swych początków, jak możemy przypuszczać, wiązały się rytuałami magicznymi i obrzędami inicjacyjnymi, nie mając zastosowania w praktykach leczniczych. Z czasem jednak, w czym niewątpliwie swój udział miało przekonanie o demonicznym podłożu wszelkich chorób i urazów, skażone „Złym” ciało i krew należało oczyścić. Wówczas też zabiegi puryfikacyjne stają się częstsze, a stosowanie enem i upustów krwi  znalazło swoje medyczne uzasadnienie.

W egipskim papirusie Ebersa, datowanym na połowę II tys. przed Chr. odnaleźć można fragmenty tekstu sugerujące zastosowanie głębokiego nacinania powierzchni skóry, czyli skaryfikacji, którą postrzegano jako jedną z form terapii. Wypływająca krew miała skutecznie ograniczać rozwój szeregu schorzeń i wpływać kojąco na stan ducha pacjenta. Nie wykluczone, że to za pośrednictwem Egipcjan idea upustów krwi przeniknęła do myśli lekarskiej Greków. W czasach Hipokratesa, a zatem w V w. przed Chr., upusty krwi dokonywane za pomocą wenesekcji były, jeśli nie rozpowszechnione, to w każdym razie znane i wykorzystywane celem przywrócenia stanu wewnętrznej równowagi organizmu. Korespondowało z zasadami teorii humoralnej, której podstawą czyniono zasady właściwych proporcji czterech cieczy – flegmy, żółci, czarnej żółci i krwi właśnie. Od greckich słów flebos – „żyła” oraz tomos – „cięcie” zabieg zyskał swoją fachową nazwę – flebotomii, która już odtąd na stałe znalazła dla siebie miejsce w arsenale w terapii.

W pismach rzymskiego arystokraty i polihistora Aulusa Corneliusa Celsusa czytamy o skaryfikacji i stawianiu baniek na wcześniej naciętej skórze, czyli tzw. „krwawych baniek”, jako o skutecznych sposobach w leczeniu zmian i zaburzeń o charakterze lokalnym. Natomiast wenesekcja była praktykowana w przedłużającej się i uporczywej gorączce oraz w terapii apopleksji. Do upustów krwi odwoływał się słynny Galen, zalecając je w szczególności w chronicznych stanach zapalnych oraz dla uspokojenia rytmu serca, a także w migrenach i przy wysokich gorączkach. Przekonany, że krew ulega swoistemu „zużyciu”, stając się tym samym źródłem zatrucia organizmu wskazywał na konieczność wykonania flebotomii. Przy czym podkreślał, że zarówno czas jej przeprowadzenia oraz ilość upuszczonej krwi powinny być zawsze ściśle określone. Trudno przesądzić na ile wskazania Galena wpłynęły na rozwój praktyki upustów, choć niewątpliwie postrzegano go jako jednego z największych lekarzy wszechczasów, a jego autorytet nabrał w ciągu wieków wręcz posągowych wymiarów.

W każdym razie w tysiąc lat po Galenie, w dojrzałej już epoce średniowiecza, alchemik i lekarz Arnold de Villanova uznał, że upusty krwi mogą być przydatne w leczeniu wszelkich znanych ludzkości schorzeń. Upusty i stawianie krwawych baniek praktykowali również lekarze kręgu kultury islamu, w tym uważani za największych jej przedstawicieli Rhazes, Avicenna i Majmonides, i choć ten ostatni wprost określał sam zabieg mianem ryzykownego, to twierdził, że w ciężkich stanach chorobowych jest wręcz niezbędny.

Flebotomia była stale praktykowana w epoce średniowiecza, zachowując nadal swą wartość w epoce nowożytnej. W XVIII stuleciu chirurg John Hunter, podążając za wskazaniami starożytnych, prowadził upusty krwi w terapii stanów zapalnych, przy czym uważał za konieczne ich wielokrotne powtarzanie. Flebotomia, wraz z zastosowaniem środków przeczyszczających i enem stała u podstaw fundamentów terapii jednego z utytułowanych reprezentantów szkoły edynburskiej, Jamesa Gregory’ego. Zwolennikiem i propagatorem upustów krwi stał się Benjamin Rush, lekarz z Filadelfii, jeden z sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Rush był wyznawcą patologii „napięcia naczyniowego” jako źródła wszelkich schorzeń i tym samym flebotomię uznawał za podstawę każdego planu leczenia, gdyż to ona pozwalała na tak pożądane „rozluźnienie”. Profesor patologii ogólnej François-Joseph-Victor Broussais, jeden z gigantów medycyny przełomu XVIII i XIX stulecia, widzący w stanie zapalnym jedyne istotne źródło wszelkich schorzeń, leczył dietą i przystawianiem pijawek. Te zaś administrował swoim pacjentom w takich ilościach, że nie bez przyczyny jego terapię ochrzczono mianem „wampiryzmu”.  Nie oznaczało to rzecz jasna rezygnacji z wenesekcji czy skaryfikacji, które nadal uprawiano.

A przecież wyżej wymienieni stanowili jedynie przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. To nie w niesprawiedliwie określanych mianem „ciemnych” wiekach średnich, a w hołdującej wiedzy i nauce epoce oświecenia upusty krwi stały się zjawiskiem powszechnym i w pełni aprobowanym zarówno przez lekarzy, jak i ich pacjentów. Nie dziwi zatem, że to właśnie na ten czas przypada rozwój skaryfikatorów – narzędzi dedykowanych upustom, które nierzadko misternie zdobione stawały się symbolem „nowocześnie” prowadzonej medycyny.

Reprezentant paryskiej szkoły klinicznej Pierre-Charles-Alexandre Louis został zapamiętany jako twórca metody numerycznej – méthode numérique, w której należy widzieć początek statystki medycznej. Wykorzystując proste zestawienia tabelaryczne i przeliczenia procentowe w analizie parametrów wytypowanych na podstawie lektury zbioru historii chorób pacjentów z rozwijającym się zapaleniem płuc, Louis doszedł do wniosku, że pokładana dotąd ufność w pozytywne odziaływanie zabiegów flebotomicznych w przebiegu badanego przezeń schorzenia, nie znajduje potwierdzenia w faktach. Innymi słowy nie tyle uznawał upusty krwi za bezużyteczne czy szkodliwe w ogóle, ile za mało efektywne w zapaleniu płuc. Można powiedzieć, że Louis dał pierwszy sygnał, iż powszechnie wówczas akceptowana metoda leczenia nie zawsze jest słusznym wyborem w terapii.  Jednak to nie prace francuskiego klinicysty, które ukazywały się w kolejno w roku 1828 i 1835, lecz na wskroś nowoczesne badania pracującego w Wiedniu, później zaś związanego ściśle z Krakowem, polskiego lekarza Józefa Dietla miały odegrać w historii krwioupustów kluczową rolę.

W latach 1848-1849  ukazała się dwukrotnie obszerna, licząca ponad sto stron praca Józefa Dietla, podsumowująca jego 5 letnie obserwacje kliniczne. Badaniem objęto 380 pacjentów z pierwotnym zapaleniem płuc, a prowadzono je pod kątem przydatności terapeutycznej upustów krwi. To co wyróżniało postępowanie Dietla, to decyzja by podzielić pacjentów na trzy grupy, z których pierwsza poddana była flebotomii, drugą leczono dużymi dawkami emetyku, trzecia zaś otrzymywała jedynie określoną z góry i uznawaną za całkowicie neutralną dietę. Można powiedzieć, że był to pierwszy udokumentowany przykład zastosowania „placebo” w badaniu klinicznym.

Jak wykazywał Dietl śmiertelność wśród pacjentów obu pierwszych grup wahała się na poziomie nieco ponad 20%, natomiast w trzeciej grupie wyniosła niecałe 7,5 %. Podobnie niski odsetek zgonów odnotowano w przypadkach leczenia zapalenia płuc wyłącznie środkami homeopatycznymi. Postępowanie kliniczne poparte wynikami obserwacji anatomiczno-fizjologicznych, dowodziło, że upusty krwi nie tylko nie wspomagają leczenia osób chorych na pierwotne zapalenie płuc, lecz wyraźnie zwiększają ryzyko śmierci i powinno być wycofane w takich przypadkach z terapii klinicznej. W dwa lata później Dietl przedstawił kolejne, szczegółowe doniesienie tym razem obejmujące grupę aż 750 pacjentów obojga płci, które jednoznacznie dowodziło korelacji pogłębionego procesu zwątrobienia tkanki płucnej z zastosowanymi zażyciowo upustami krwi. Tym samym prace Dietla dostarczyły „twardych dowodów” na szkodliwość flebotomii w terapii zapalenia płuc.

Nieco później angielski internista John Hughes Bennett dochodził do podobnych wniosków co Dietl, które publicznie zaprezentował w już 1855 roku w trakcie wykładu dla studentów medycyny. I chociaż wątpiących w ich skuteczność i sensowność przybywało, to warto pamiętać, że jeszcze w drugiej połowie XIX wieku na Wyspach Brytyjskich dość powszechnie zalecaną praktyką było stosowanie dwóch upustów rocznie u osób zdrowych, a przynajmniej za zdrowych uważanych, co można uznać za swoisty rytuał profilaktyki lekarskiej. Lekarz królowej Wiktorii Richard Quain u progu ostatniej dekady XIX wieku wymienia kilkanaście wskazań, w których upust powinien być wykonany. Na liście znalazły się m. in. zapalenie płuc, astma, uremia, zaburzenia menstruacyjne czy gorączka. Fakt upusty były mniej radykalne niż to bywało jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, nie oznaczał, że zostały zarzucone.

O tym, jak żywa była tradycja flebotomii, przekonujemy się czytając relacje lekarzy z czasów wielkiej pandemii grypy hiszpanki, która wybuchła w 1918 roku, gdy sięgnięto również po upusty krwi. Jeszcze w latach 20-tych, a nawet 30-tych o krwioupustach pisano w podręcznikach terapii lekarskiej.  Współcześnie nadal można się z nią spotkać w leczeniu jednego z typów porfirii, czerwienicy prawdziwej oraz hemochromatozy. Rozważa się również skuteczność upustów w terapii przewlekłej pokrzywki.

 

Ryszard W. Gryglewski

Katedra Historii Medycyny UJ CM

 

Piśmiennictwo:

De Palma R. G., Hayes V. W., Zacharski L. R. (2007) Bloodletting: Past and Present, „Journal of the American College of Surgeons” 205 (1): 132-144.

Dietl J. (1849) Der Aderlass in der Lungenentzündung: klinisch und physiolisch erörtert, Kaulfuss Witwe, Prandel & Comp.: Wien.

Greenstone G. (2010) The history of bloodletting, „British Columbia Medical Journal” 52 (1): 12-14.

Gryglewski R. W. (2020) Miejsce Evidence-Based-Medicine (EBM) w historii medycyny [w:] A. Magowska, K. Pękacka-Falkowska, M. Owecki, Wybrane problemy historii medycyny. W kręgu epistemologii i praktyki, Wydawnictwo Kontekst, Poznań: 151-172.

Hyson JM. (2005) Leech therapy: a history, „Journal of the History of Dentistry” 53 (1): 25-27.

Kirk R. G. W., Pemberton N. (2011) Re-imagining Bleeders: The Medical Leech in the Nineteenth Century Bloodletting Encounter, „Medical History” 55 (3): 355-360.

Stern Heinrich (1915) Theory and practice of bloodletting, Rebman Co. New York.

Weinberg F. (1994) Bloodletting, „Canadian Family Physician/Medecin de Famille Canadien” 40: 131-134.

Yao Q, Zhang X, Mu Y, Liu Y, An Y, Zhao B. (2019) Bloodletting Therapy for Patients with Chronic Urticaria: A Systematic Review and Meta-Analysis, „BioMed Research International” 2019:8650398. Published 2019 Apr 16. doi:10.1155/2019/8650398